Nauka
Astronomia
Ciemno wszędzie, pusto wszędzie | Ciemno wszędzie, pusto wszędzie |
Strona 2 z 3 Nicość generalna To dopiero początek. Lawrence Kraus i Robert Scherrer kreślą czarny scenariusz, w którym pierwsze zaczynają znikać galaktyki najdalej położone. Ich światło zacznie czerwienieć i gasnąć, promieniowanie najpierw zżółknie, potem przejdzie w pomarańczowe, czerwone, podczerwone, a więc niewidzialne dla ludzkiego oka, a wkrótce też dla naszych przyrządów. Fale świetlne ulegną nieskończonemu wydłużeniu. Staną się niewykrywalne. Umykające gwiazdy znikną z oczu nam i naszym przyrządom tak, jakby przeleciały przez krawędź wielkiego wodospadu. A ta krawędź będzie się do nas coraz bardziej przybliżać i pochłaniać coraz bliższe galaktyki. Jeszcze dziesięć lat temu wydawało się, że taki scenariusz nie ma sensu. Wiadomo było wprawdzie, że Wszechświat się rozszerza, a galaktyki uciekają od siebie, ale mieliśmy pewność, że nie wymkną się spod kontroli. Były bowiem trzymane jak na postronku przez siłę grawitacji - która jest siłą przyciągającą. Powszechne ciążenie miało sprawiać, że prędkość rozszerzania przestrzeni stopniowo maleje, a kosmos zwalnia swoją ekspansję spowodowaną Wielkim Wybuchem 13,7 mld lat temu. Horyzont dostępny naszemu poznaniu miał się stale powiększać, bo do Ziemi z czasem miało docierać światło z coraz dalej położonych obszarów. Tymczasem okazało się, że kosmos jakieś 6 mld lat temu nacisnął na pedał gazu. Galaktyki urwały się z uwięzi grawitacji i uciekają coraz szybciej. Tak wynika z porównania jasności supernowych, które dla astronomów są jak latarnie wyznaczające odległości w kosmosie. Jakaś nowa siła - odpychająca - pojawiła się w grze. Nikt nie ma pojęcia, co to za siła. Jedna z hipotez mówi o tajemniczej substancji, która ma wypełniać kosmos niczym stary, XIX-wieczny eter. Nazwano ją kwintesencją, która dla Greków była piątym, boskim elementem obok czterech żywiołów: wody, ziemi, ognia i powietrza. Kwintesencja miałaby mieć niespotykane na Ziemi własności - m.in. ujemne ciśnienie, które powoduje puchnięcie kosmosu. Inna hipoteza mówi o tym, że odpycha sama próżnia. To bardzo mała siła, jeśli weźmiemy małą objętość próżni, czyli niczego. Ale kiedy świat się powiększył w wyniku Wielkiego Wybuchu, to nicości między galaktykami było coraz więcej, aż w końcu jej siła odpychająca pokonała grawitację i odtąd dyktuje warunki. Kłopot w tym, że znane prawa fizyki nic nie mówią o takiej odpychającej własności próżni. Naukowcy nadają tej niezrozumiałej dla nich sile wiele imion - kwintesencji, stałej kosmologicznej czy ciemnej energii. Pytanie brzmi: czy zdążą ją zrozumieć, nim sprzed oczu zniknie im przedmiot badań? Koniec kosmologii Możemy bowiem odrzucić naiwne wizje, zgodnie z którymi wraz z upływem czasu nasza cywilizacja wznosić się będzie na coraz to wyższe poziomy poznania, może nawiąże kontakt z braćmi w rozumie z innych zakątków Wszechświata i połączymy siły, by wspólnie osiągnąć panowanie nad czasem i przestrzenią. Nic z tego. Światy będą się raczej rodzić i umierać w całkowitej samotności. Oddzielone od siebie niemożliwymi do przebycia przestrzeniami wypełnionymi pustką i czarną energią. Uciekające od siebie i pozostawione same sobie. Rozumne istoty - gdziekolwiek się pojawią - będą rozwijać tylko swoje własne cywilizacje, mając jednak coraz mniej materiału do obserwacji i porównań. Coraz mniej wiedzy i zrozumienia. Nie mogąc obserwować oddalających się galaktyk, ich astronomowie pozostaną nieświadomi zarówno tego, że Wszechświat pozostaje w ciągłym ruchu, tego, że się rozszerza, jak i tego, że powstał w czasie Wielkiego Wybuchu. Być może nigdy nie odkryją prawdziwej natury Wszechświata. Ich niebo będzie tak stałe i stabilne, jak wydawało się stałe i stabilne 400 lat temu sir Isaacowi Newtonowi. Nicość pochłonie ostatnie echo Wielkiego Wybuchu, czyli kosmiczne promieniowanie tła. Tylko Droga Mleczna i kilka najbliższych sąsiadek, których nie zdołała oderwać od nas ciemna energia, bo między nami znajduje się zbyt mało próżni lub kwintesencji. Obserwatorzy przyszłości będą więc dreptać w miejscu, próbując odgadnąć, dlaczego Wszechświat składa się z dokładnie sześciu galaktyk - ironizuje Krauss w przedmowie do swej pracy. Jakie jest ukryte znaczenie liczby sześć? Wyobraźcie sobie tylko - setki rozpraw temu poświęconych. Prace doktorskie. Rozważania teologiczne. Marność nad marnościami.
|
Żaden komentarz nie wystawiony
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|